Spis treści
Data publikacji: 29 maja 2019, ostatnia aktualizacja: 9 kwietnia 2024.
– Często powtarzam różnym ludziom: „Jesteś fanem Ayrtona Senny? W porządku, ale to nie znaczy, że musisz mnie nienawidzić” – mówi Alain Prost, czterokrotny mistrz świata Formuły 1.
Ormiańska krew
„Profesor”, jak go później zaczęto nazywać, przyszedł na świat 24 lutego 1955 roku w małej miejscowości Lorette w południowo-wschodniej Francji. Alain jest młodszym z dwojga synów André i Marie-Rose, a sportem interesował się już od najmłodszych lat. Jako dziecko trenował głównie piłkę nożną i zapasy, marząc jednocześnie o pracy instruktora na siłowni lub karierze profesjonalnego futbolisty. Co ciekawe, w żyłach Prosta płynie nie tylko francuska krew, ale również ormiańska.
– Moja matka jest Ormianką, a całe dzieciństwo spędziłem z dziadkiem, który opowiadał mi różne historie związane z Armenią – mówi w rozmowie z serwisem armedia.am. – Dla dziesięciolatka były to po prostu zwyczajne historie, a ich prawdziwe znaczenie uświadomiłem sobie wiele lat później. Dzisiaj są one integralną częścią mojego życia i choć nie mówię po ormiańsku, to czuję się po części Ormianinem.
Droga do F1
Plany na przyszłość Alain zmienił pod koniec lat sześćdziesiątych, zaraz po tym jak podczas rodzinnych wakacji odkrył karting. Dość szybko zaczął odnosić sukcesy w nowej dyscyplinie, a w roku 1974 rzucił szkołę i został kierowcą wyścigowym na pełny etat, dorabiając na tuningu silników oraz sprzedaży gokartów. Po wywalczeniu mistrzostwa Francji A.D. 1975 Prost otrzymał szansę sprawdzenia się w krajowej edycji Formuły Renault, gdzie znów nie miał sobie równych. W kolejnym sezonie triumfował w europejskiej odmianie tej serii, po czym przeniósł się do F3, gdzie w latach 1978-1979 zdominował zmagania. Taki talent nie mógł umknąć uwadze teamów rywalizujących w Formule 1. W sezonie 1980 Francuz reprezentował zespół McLarena, skąd szybko przeniósł się do Renault. W trzecim roku w rodzimej stajni „Profesor”wygrał aż cztery wyścigi i w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata zameldował się na drugim miejscu, zaledwie dwa punkty za Nelsonem Piquetem.
– Z bolidem z 1983 roku nie wiążą się jednak jakieś szczególne wspomnienia oprócz triumfu w Grand Prix Francji – opowiada w wywiadzie dla magazynu „Autosport”. – Tak naprawdę, to dziś zadaję sobie pytanie jak w ogóle mogliśmy ścigać się przy pomocy takiej konstrukcji, zwłaszcza na torach ulicznych w Monako czy Detroit. Rozmiary tego auta były w porządku, lecz masa już niekoniecznie. Samochód miał problemy z hamowaniem, zmianą biegów oraz reakcją silnika.
Prost vs. Lauda
W sezonie 1984 Alain Prost ponownie reprezentował barwy McLarena i znów liczył się w walce o najwyższe cele. Niestety i tym razem zakończył rywalizację na drugim miejscu, zaledwie pół punktu za swoim kolegą z teamu – Nikim Laudą. „Profesor” jeszcze przed ostatnim wyścigiem sezonu w Portugalii miał szansę na końcowy triumf, ale na torze w Estoril musiał pokonać Austriaka. „The Rat” nie miał jednak zamiaru odpuszczać i minął linię mety na pierwszej pozycji. Prost uplasował się tuż za nim, więc to Lauda celebrował trzeci tytuł mistrzowski, a Alain po raz drugi z rzędu musiał obejść się smakiem.
– Noc po zwycięstwie Nikiego Laudy była niezapomniana – wspomina. – Wraz z Elio de Angelisem skończyliśmy pić o piątej rano, po czym on poprosił mnie, żebym odwiózł go do hotelu. Zatrzymałem się przed budynkiem, a Elio wypalił: „Dlaczego nie podrzucisz mnie bliżej drzwi?”. Wycofałem więc prosto w szklane wrota, które prowadziły do lobby. „Teraz możesz poprosić o klucz” – rzuciłem, po czym wróciłem do domu taksówką. Na szczęście ludzie z firmy Marlboro byli na tyle uprzejmi, że wszystkim się później zajęli.
Dwa razy mistrz świata
Sezony 1985 i 1986 przyniosły wreszcie „Profesorowi” upragnione tytuły mistrzowskie. W tym pierwszym Francuz zwyciężył z dużą przewagą nad Michelem Alboreto, lecz w kolejnym tylko o włos pokonał Nigela Mansella i Nelsona Piqueta. Kluczem do zwycięstwa okazała się prawdopodobnie ogromna determinacja Prosta, który nie odpuścił nawet po tym jak jego bolid po incydencie w pierwszym zakręcie Grand Prix Belgii został poważnie uszkodzony. Alain spokojnie mógł się wycofać z wyścigu (do końcowej klasyfikacji wliczano wówczas jedenaście najlepszych występów z szesnastu), ale on zaliczył nadprogramowy pit-stop i po szaleńczej pogoni zameldował się na mecie na szóstym miejscu, dającym wtedy jeden punkt.
– W roku 1986 byłem przekonany, że mogę zostać mistrzem świata pomimo tego, że Williams dysponował szybszym bolidem – mówi Prost. – Tamten punkt na Spa chciałem zdobyć za wszelką cenę. Byłem młody i każde wejście w zakręt Eau Rouge to była dla mnie wielka niewiadoma. Walcząc o mistrzostwo wiesz, że musisz czasem zaryzykować, a wtedy ryzyko było naprawdę duże.
Prost vs. Senna i trzeci tytuł
W kampanii 1988 wraz z przyjściem do stajni McLarena Ayrtona Senny sielanka w zespole się skończyła. Brazylijczyk zawitał do brytyjskiego teamu jako materiał na przyszłego mistrza świata i nie zamierzał kłaniać się Francuzowi, ani zaakceptować roli drugiego kierowcy. Choć w całym sezonie uzbierał mniej punktów, to dzięki odrzuceniu pięciu najgorszych rezultatów to właśnie on sięgnął po upragniony tytuł. Prost wywalczył srebrny medal, ale zamiast tego zapamiętano mu wycofanie się z Grand Prix Wielkiej Brytanii. „Profesor” na dwudziestym czwartym okrążeniu zrezygnował z dalszej jazdy – oficjalnie z uwagi na problemy techniczne, a w rzeczywistości podejrzewano, że ze strachu przed trudnymi warunkami na torze.
– Wypadek Didiera Pironiego w 1982 roku naprawdę mnie przeraził – zwierza się. – Zatrzymałem się i to co zobaczyłem było straszne. Od razu poszedłem do kampera Renault, gdzie spotkałem się twarzą w twarz z szefem teamu – Gerardem Larroussem. Powiedziałem mu, że od tej chwili tylko ja będę decydował o tym czy stanę do rywalizacji na mokrym torze. W 1988 roku na Silverstone bolid prowadził się naprawdę źle. Postanowiłem się wycofać, ponieważ przy mokrej nawierzchni kierowca musi czuć się za kierownicą w stu procentach pewnie. Przylgnęła do mnie łatka, że nie potrafiłem sobie radzić na torze po opadach deszczu, ale to nieprawda. Po prostu nie chciałem ryzykować, kiedy do problemów z przyczepnością dochodziła słaba widoczność.
W kampanii 1989 role się odwróciły i to Alain Prost triumfował w mistrzostwach świata F1 przed Ayrtonem Senną. „Profesor” wygrał cztery wyścigi, dorzucając do puli jeszcze sześć miejsc na podium. Tymczasem konflikt pomiędzy kierowcami tylko się pogłębił, a swój punkt kulminacyjny osiągnął w przedostatniej gonitwie sezonu na torze Suzuka. Na czterdziestym szóstym okrążeniu Senna próbował minąć liderującego Prosta, a manewr skończył się kolizją, w wyniku której Francuz był zmuszony zakończyć swój udział w wyścigu. Brazylijczyk dzięki pomocy porządkowych wrócił natomiast do rywalizacji, kończąc ją na pierwszym miejscu. Tuż po minięciu linii mety reprezentant Kraju Kawy został jednak zdyskwalifikowany za ominięcie szykany, w efekcie czego tytuł mistrza świata przypadł Alainowi Prostowi.
– Sezon 1988 nie był nawet taki zły, chociaż po przyjściu Ayrtona dało się odczuć różnicę – opowiada Maurice’owi Hamiltonowi. – Nie wpływało to jednak jakoś szczególnie na moje samopoczucie, ponieważ zmianę tę tłumaczyłem sobie nowym kierowcą w teamie oraz przejściem na silniki Hondy. Pod koniec roku na spotkaniu z szefostwem teamu powiedziałem jednak, że nie chciałbym wchodzić w techniczne szczegóły, ale ciężko mi przełknąć fakt, że Ayrton otrzymuje silniki przygotowane specjalnie dla niego. To był dla nas dobry sezon, w którym zająłem drugie miejsce w klasyfikacji mistrzostw świata, ale w kolejnym oczekiwałem równego traktowania. Niestety w kampanii 1989 sytuacja tylko się pogorszyła.
Przenosiny do Ferrari
W roku 1990 „Profesor” jeździł już w Ferrari, ale to wcale nie zakończyło jego rywalizacji z „Beco”. Bomba znów eksplodowała na torze Suzuka, na starcie przedostatniego etapu rywalizacji o tytuł mistrza świata. Wrzało już w przeddzień wyścigu. Ayrton twierdził, że pierwsze pole startowe zostało umiejscowione po złej stronie toru, co stwarzało przewagę dla zawodnika startującego z drugiego pola. Zwrócił się więc do włodarzy wyścigu o przeniesienie pole position z wewnętrznej na zewnętrzną. Otrzymał zapewnienie, iż jego prośba zostanie spełniona, po czym wygrał kwalifikacje przed Prostem. Po wszystkim jednak przekazano mu złe wieści: nie będzie żadnej zmiany. Taka postawa zarządzających wyścigiem strasznie zdenerwowała Brazylijczyka, w efekcie czego już na pierwszym zakręcie w wyniku kolizji bolidy Ferrari i McLarena stały w chmurze pyłu, a Ayrton Senna mógł świętować swój drugi tytuł mistrzowski, gdyż Grand Prix Australii nie mogła już nic zmienić w czubie klasyfikacji czempionatu.
– Kiedy ludzie pytają mnie, kto był moim największym rywalem, bez chwili zastanowienia odpowiadam, że Ayrton Senna – mówi Alain w wywiadzie dla magazyny „Autoweek”. – Było między nami wiele zgrzytów, ale przez cały czas darzyliśmy się wielkim szacunkiem. Gdy przestaliśmy być rywalami, nasze relacje odwróciły się o sto osiemdziesiąt stopni. Teraz często zastanawiam się czy naszej rywalizacji musiało towarzyszyć aż tyle złych emocji.
Kontrakt z Williamsem i czwarty tytuł
Gdy w 1991 roku Ayrton Senna sięgał po swój trzeci tytuł mistrzowski, „Profesor” męczył się okrutnie i wylądował ostatecznie na dopiero piątej lokacie w klasyfikacji, po czym zrobił sobie rok przerwy od ścigania. Wtedy właśnie piekielnie szybkim bolidem dysponował Nigel Mansell z Williamsa. Brytyjczyk po sezonie przeszedł na sportową emeryturę, a jego miejsce zajął… Alain Prost. Dla Francuza był to ostatni w karierze sezon w królowej motorsportu, zakończony mistrzowskim tytułem z aż siedmioma wygranymi wyścigami oraz pięcioma miejscami na podium. Drugi w tabeli Ayrton Senna stracił do „Profesora” dwadzieścia sześć punktów.
– To był trudny rok – wspomina na łamach „Autosportu”. – W teamie Williamsa czułem się bardzo dobrze, ale w mediach panowała wokół mnie bardzo dziwna atmosfera. Gdy po zwycięstwie brałem do ręki francuską gazetę, to czytałem, że mój triumf to coś zupełnie naturalnego, ponieważ dysponowałem najlepszym bolidem w stawce. Ciężko o odpowiednią motywację, kiedy dzieją się takie rzeczy. Po przegranym wyścigu na Donington Park nikt jednak nie zadał sobie trudu, żeby zbadać przyczynę, a tymczasem auto Senny na mokrej nawierzchni zachowywało się znacznie lepiej niż w normalnych warunkach.
Po Grand Prix Japonii A.D. 1993 Alain Prost sądząc, że prawdopodobnie ostatni raz stoi wraz z „Beco” na podium, zaproponował mu uścisk dłoni. Senna całkowicie jednak zignorował Francuza. Być może wiedział, że dwa tygodnie później w kończącej sezon gonitwie w australijskiej Adelajdzie czołowe lokaty znów rozstrzygną się pomiędzy nimi. Ayrton zwyciężył w ostatnim wyścigu Alaina, który miał już tytuł w kieszeni i uplasował się na drugim miejscu. Skradł show, ale po wszystkim przytulił swojego wielkiego rywala i powiedział, że będzie mu go brakować. Zapewne zdawał sobie sprawę z tego, że nie byłoby Senny bez Prosta i na odwrót. Co ciekawe, „Profesor” miał podpisany kontrakt z Williamsem jeszcze na sezon 1994, lecz stracił zapał do pracy, gdy dowiedział się, że brytyjska stajnia szykuje mu na partnera pewnego Brazylijczyka.
– W 1993 roku rozmawialiśmy o Ayrtonie i była to dla mnie trudna rozmowa – zwierza się Maurice’owi Hamiltonowi. – W żadnym momencie nie zapytałem Franka Williamsa czy będę kierowcą numer jeden czy dwa, a powiedziałem tylko, że nie ma miejsca dla mnie i Senny w tym samym zespole. Niedługo później Frank zadzwonił do mnie i poinformował, że Renault naciska, żeby zatrudnić Sennę. Przebywałem wtedy na południu Francji, a Williams mnie tam odwiedził i zapytał o zdanie. Odpowiedziałem wówczas: „Jeśli chcesz Ayrtona, to go bierz. Nie mam z tym problemu. Ja pragnę z nim konkurować, ale na pewno nie w tym samym zespole. Chcę mieć nieograniczoną możliwość pokonania go na torze i dobrze o tym wiesz”. Frank musiał podjąć decyzję, a facetom z Renault powiedziałem, że mam dwuletni kontrakt, ale jeśli tylko zapłacą mi za drugi sezon, to mogę po prostu odejść.
Śmiertelny wypadek Ayrtona Senny
Wydawało się, że po odejściu Alaina Prosta Ayrton Senna zdominuje zmagania Formuły 1 na kilka ładnych lat, ale nic takiego nie miało miejsca. Brazylijczyk nie ukończył żadnej z pierwszych trzech odsłon mistrzostw świata A.D. 1994, a czwarta, Grand Prix Monako na torze Imola, zakończyła się dla niego śmiertelnym wypadkiem.
– Zawsze powtarzam, że Ayrton na torze nie chciał mnie pokonać. On chciał mnie zniszczyć – opowiada Prost na łamach magazynu „Autoweek”. – Taki był jego cel od pierwszego do ostatniego dnia naszej rywalizacji. Po moim ostatnim wyścigu w karierze wszystko się jednak zmieniło. Dwa tygodnie wcześniej na podium w Japonii nawet na mnie nie spojrzał, a gdy przechodziłem na emeryturę objął mnie jak starego kumpla. Później wielokrotnie rozmawialiśmy przez telefon, przede wszystkim o bezpieczeństwie w F1, a szczegóły mieliśmy omówić podczas Grand Prix San Marino na torze Imola. W tamten weekend Ayrton wyglądał na przygaszonego. Rozmawialiśmy w piątek, a potem spotkaliśmy się po wypadku Ratzenbergera podczas kwalifikacji. Wyglądał na kogoś, kto potrzebuje pomocy, więc umówiliśmy się na pogawędkę w przyszłym tygodniu, do której jak wiadomo nigdy nie doszło.
Prost o rywalach i przyjaciołach
Choć spora część kariery Alaina Prosta toczyła się wokół rywalizacji z Ayrtonem Senną, to losy Francuza w Formule 1 krzyżowały się również z kilkoma innymi wybitnymi kierowcami. „Profesor” najczęściej wspomina Nelsona Piqueta, Nikiego Laudę, Nigela Mansella oraz Gillesa Villeneuve’a.
– Nelson Piquet to z jednej strony szalenie miły i zabawny, a z drugiej piekielnie utalentowany facet – opisuje dawnego rywala. – Dobrze znał możliwości swojego bolidu, chociaż był też troszkę leniem, ponieważ nie miał w zwyczaju zagłębiać się w szczegóły. Niki Lauda był po prostu niesamowity. Bardzo inteligentny kierowca, który potrafił obrać najkorzystniejszy tor jazdy. W moich czasach nie był już szybki, ale nadrabiał wydajnością. W latach siedemdziesiątych był zarówno szybki, jak i wydajny, lecz ciężko porównywać facetów z dwóch różnych pokoleń, będących na innych etapach kariery. Nigela Mansella cechowały przede wszystkim szybkość oraz umiejętność prowadzenia auta w trudnych warunkach. Z drugiej jednak strony nie był typem kierowcy zespołowego i jeździł mało wydajnie. Nie interesowały go również technikalia. Był dobry, kiedy miał najlepszy samochód, ale jego blask przygasał, gdy przychodziło mu pracować nad rozwojem auta. Gilles Villeneuve to natomiast jeden z moich pierwszych przyjaciół w świecie motorsportu. Fantastyczny, szczery i prosty człowiek, który przez swoją osobowość stracił życie. Ludzie nie wiedzą, co się wydarzyło kilka tygodni przed jego wypadkiem i dlaczego do niego doszło. Wszystko zaczęło się tuż przed Imolą, potem była Imola, ale oba wydarzenia były ze sobą powiązane. Gilles nie zabił się. On został zamordowany. Nie jestem pewien, czy zostałby kiedyś mistrzem świata, ale takie osobowości są uwielbiane i dlatego tak go teraz brakuje.
Prost o Ferrari
Alain Prost podczas trzynastu sezonów w Formule 1 reprezentował barwy czterech stajni: McLarena, Renault, Ferrari oraz Williamsa. Warto zauważyć, że wszystkie swoje tytuły mistrzowskie wywalczył jako kierowca brytyjskich teamów, a w Renault czy słynnym Ferrari potrafił sięgać co najwyżej po srebrny medal.
– Każdy zespół jest nieco inny i egzystowanie w każdym to sztuka kompromisów. Jeśli chodzi o Ferrari, to byłem tam bardzo szczęśliwy, ponieważ świetnie się w swoim towarzystwie bawiliśmy – mówi. – Problem polegał jednak na tym, że trzeba znaleźć równowagę pomiędzy pracą a zabawą, co niekoniecznie nam wychodziło. W tym przypadku najlepiej radzą sobie brytyjskie stajnie, w których czasem być może panuje zbyt surowa dyscyplina, ale taka atmosfera sprzyja odnoszeniu sukcesów.
Poza torem
Alain Prost nawet na sportowej emeryturze nie dał o sobie zapomnieć fanom F1. W lutym 1997 roku odkupił od Guya Ligiera zasłużony, lecz bankrutujący team i zmienił jego nazwę na Prost Grand Prix. W latach 1997-2000 silniki dostarczała nowej stajni firma Peugeot, a w roku 2001 bolidy Prosta wyposażone były w starszą jednostkę napędową Ferrari, występującą oficjalnie pod marką Acer. Wraz z nadejściem nowego millenium historia Prost Grand Prix dobiegła jednak końca, a dorobek teamu to dwa miejsca na podium w kampanii 1997 (Olivier Panis) i jedno w sezonie 1999 (Jarno Trulli).
– Tak naprawdę nie chciałem się tego podejmować, ale uległem politycznym naciskom – opowiada. – Biorąc pod uwagę fakt, że Peugeot nie był skory do wydawania pieniędzy, to uważam, że wypadliśmy całkiem nieźle. Podpisałem dobry kontrakt z Yahoo, ale nie został on wypełniony z powodu kryzysu w branży internetowej. Parafowałem też umowę z księciem Al Waleedem, ale zaraz potem mieliśmy 11 września. Jednego roku silnik kosztował nas dwadzieścia osiem milionów dolarów, a kolejnego już o cztery miliony więcej. W ogólnym rozrachunku nie poradziliśmy sobie źle, ale ja cały czas cierpiałem, ponieważ z zewnątrz nie wyglądało to dobrze. Ta przygoda to dla mnie ciekawe doświadczenie i żałuję jedynie, iż nie potrwała o rok dłużej. Potrzebowaliśmy jeszcze jednego sezonu, żeby pokazać swój potencjał, ale zabrakło na to funduszy.
Po krótkiej, lecz intensywnej przygodzie z własnym teamem, „Profesor” oddał się swojemu hobby, czyli jeździe na rowerze. Oprócz tego cały czas jest obecny przy wyścigach. W 2010 roku brał udział w Race of Champions, a dwa lata później związał się z Renault, gdzie najpierw pełnił funkcję ambasadora marki, następnie pomagał przy zmaganiach Formuły E, a później został specjalnym doradcą francuskiego teamu w F1. Alain Prost w przeszłości był żonaty z Anne-Marie, z którą ma dwóch synów. Legendarny kierowca ma też córkę z innego związku.
Foto: gettyimages.com