Spis treści
Data publikacji: 8 listopada 2025, ostatnia aktualizacja: 10 listopada 2025.
Był jednym z tych zawodników, którzy nadawali żużlowi rytm lat osiemdziesiątych – szybki, bezlitosny, diabelsko skuteczny. Dla kibiców był ucieleśnieniem odwagi, dla rywali – perfekcji. Przez lata ścigał się z prędkością, która nie wybacza błędów, aż pewnego dnia los kazał mu zatrzymać się na zawsze.
Chłopak, który zakochał się w żużlu
Urodzony 8 października 1959 roku w Esbjergu Erik Gundersen miał zaledwie 11 lat, gdy zobaczył na ekranie telewizora swojego przyszłego idola – Ole Olsena, który w 1971 roku zdobył swój pierwszy tytuł indywidualnego mistrza świata na żużlu.
– W wieczornych wiadomościach sportowych, gdzie zwykle królowała piłka nożna i lekkoatletyka, prezenter podał informację, że Dania ma nowego mistrza świata na żużlu – wspomina w rozmowie z oficjalnym serwisem Speedway Grand Prix. – I pokazali trzy biegi z Göteborga. Ole stał się moim bohaterem, a ja, podobnie jak wiele dzieciaków w Danii, całkowicie uzależniłem się od tego sportu.
Kilka lat później, w 1975 roku, Erik siedział na trybunach Wembley, kiedy Olsen zdobywał swój drugi tytuł IMŚ. Atmosfera tego miejsca, niemal sto tysięcy fanów, sztuczne oświetlenie i ryk silników motocykli zrobiły na chłopaku ogromne wrażenie. To wtedy zrodziła się w nim ambicja, by samemu kiedyś stanąć pod taśmą jako jeden z najlepszych żużlowców globu.

Droga do pierwszych sukcesów nie była usłana różami. Duńczyk zadebiutował na wielkiej scenie w 1981 roku, kiedy to po raz pierwszy zakwalifikował się do Finału Światowego. Zaledwie 21-letni jeździec zakończył zawody z rekordem toru, a czwarte miejsce, choć poza podium, było ogromnym sukcesem i sygnałem, że na torach żużlowych pojawił się nowy talent, z którym trzeba się liczyć.
Dla młodego Erika było to również wielkie źródło motywacji. Zamiast spocząć na laurach, postanowił ciężko pracować, by kolejnym razem nie dać się pokonać.
Gundersen kontra Nielsen
Każdy sport potrzebuje rywalizacji wielkich postaci, a w świecie żużla lat osiemdziesiątych miała ona imiona dwóch Duńczyków – Erik (Gundersen) i Hans (Nielsen). Ich pojedynki na torze były jak walki gladiatorów. Żaden nawet na moment nie odpuszczał, bo w speedwayu w końcowym rozrachunku liczy się każdy centymetr i każdy punkt.
– Ja byłem bardziej wyluzowany, z uśmiechem na twarzy, a Hans? Zawsze poważny – wspomina Gundersen. W tamtych latach idol Erika z dzieciństwa, Ole Olsen, był jego mentorem i trenerem, co w oczach „Profesora z Oksfordu” miało stanowić niesprawiedliwą przewagę. Ale jak sam Erik mówi: – Hans nigdy nie poprosił Olsena o pomoc, a ja tak. I to zrobiło różnicę.
Rywalizacja obu zawodników była napięta, zarówno na torze, jak i poza nim. Ale to właśnie ta presja doprowadziła ich na szczyt. Gundersen sięgnął po tytuł mistrza świata trzykrotnie – w latach 1984, 1985 i 1988. Nielsen triumfował cztery razy: w 1986, 1987, 1989 i 1995. Wspólnie zapisali złotą erę duńskiego żużla.

Triumf w Vojens i spełnienie marzeń
Rok 1988 przeszedł do historii. Finał Światowy po raz pierwszy odbył się w Danii, na stadionie w Vojens – i to właśnie tam Erik Gundersen osiągnął sportowy szczyt. O złoto walczył oczywiście z Hansem Nielsenem. Stawką był trzeci tytuł mistrza świata, a zarazem zrównanie z legendarnym Ole Olsenem.
– To był jeden z najpiękniejszych momentów mojego życia – wspomina Gundersen. – Wygrać w swoim kraju, przed własnymi kibicami – to było coś niesamowitego.
Wypełnione po brzegi Vojens Speedway Center i dźwięk silników żużlowych maszyn do dziś pozostają w pamięci duńskich fanów.
Tragedia, która zmieniła wszystko
Los bywa przewrotny. W 1989 roku, podczas finału drużynowych mistrzostw świata w Bradford, doszło do tragicznego wypadku, który zakończył karierę Gundersena.
– Nie mogłem oddychać, nie mogłem krzyczeć i połknąłem język – wraca do tamtych chwil.
Diagnoza była druzgocąca – paraliż. Ale nawet w obliczu tragedii Erik nie stracił ducha. – Nigdy nie poczułem goryczy. Zawsze mogło być gorzej. Jestem szczęściarzem, że przeżyłem – mówi z pokorą.

Nowe życie
Po wypadku znalazł nowy sens. Został trenerem młodzieży, pomagając młodym zawodnikom stawiać pierwsze kroki w świecie żużla. – Praca z młodymi przynosi mi szczęście. Nie zamierzam przestać, dopóki fizycznie nie będę w stanie tego robić – podkreśla.
Dziś Erik Gundersen to nie tylko legenda żużla, ale przede wszystkim symbol niezłomnej siły i determinacji. Choć na co dzień porusza się przy pomocy specjalnego wózka, potrafi samodzielnie pokonywać krótkie dystanse.
Jego historia to nie tylko opowieść o mistrzu speedwaya, lecz także o człowieku, który musiał nauczyć się żyć bez tego, co definiowało całe jego istnienie.
Foto: alamy.com
- Jana Novotná. Najpiękniejsze triumfy rodzą się z bólu - 15 listopada 2025
- Peter Prevc. Sportowiec, dla którego sukces to coś więcej niż medale - 10 listopada 2025
- Erik Gundersen. Mistrz, który nigdy się nie poddał - 8 listopada 2025



