Arthur Ashe. Człowiek, który odbił piłkę rasizmu

Arthur Ashe

Data publikacji: 6 lipca 2025, ostatnia aktualizacja: 6 lipca 2025.

Na korcie zawsze w nieskazitelnej bieli. W sercu – wojownik, który wiedział, że rakieta tenisowa może być cichą bronią w walce z największymi podziałami. Arthur Ashe był kimś więcej niż sportowcem – był symbolem odwagi i nadziei.

Tenis w cieniu tragedii

Urodził się 10 lipca 1943 roku w Richmond w stanie Wirginia. Szybko stracił matkę i już od najmłodszych lat spotykał się z rasizmem oraz dyskryminacją, które były codziennością tamtych czasów. Jego ojciec pracował jako opiekun kortów tenisowych, co pozwoliło chłopakowi na rozwijanie swojej pasji. Nie miał dostępu do tych samych zasobów i możliwości, co jego biali rówieśnicy, ale wykazywał niezwykły talent do tenisa, dzięki czemu szybko zwrócił na siebie uwagę Ronalda Charity’ego – znakomitego czarnoskórego tenisisty, dorabiającego jako trener.

– Ojciec dał mi niesamowity przykład – wspominał Ashe na łamach „Washington Post”. – Miał 32 lata, a mama 27, kiedy tamtego marcowego dnia w 1950 roku nagle odeszła. Pamiętam, jak widziałem ją po raz ostatni. Było chłodno i pochmurno, a na małym dębie przed domem śpiewały ptaki. Mama stała w kuchni w swoim niebieskim szlafroku ze sztruksu, kiedy kończyłem śniadanie. Źle znosiła trzecią ciążę – jeszcze tego samego dnia trafiła do szpitala, pojawiły się komplikacje i zmarła. Obraz, jak stoi w tej kuchni, wrył mi się w pamięć na zawsze. Tak samo jak widok ojca, który po powrocie ze szpitala następnego ranka nie mógł powstrzymać łez.

Arthur Ashe 1968 US Open

Mistrz wielkoszlemowy

W 1968 roku Arthur Ashe stał się pierwszym czarnoskórym mężczyzną, który wygrał zmagania spod znaku Wielkiego Szlema. W drodze po tytuł na US Open odprawił z kwitkiem wielu utytułowanych zawodników, w tym swojego idola – Pancho Gonzalesa. W finałowym meczu przeciwko Tomowi Okkerowi zaprezentował niezrównaną precyzję i siłę, serwując 26 asów i pokonując swojego przeciwnika w pięciosetowym boju.

Gdy przeszedł do historii, miał 25 lat. Zwycięstwo w US Open było przełomem – nie tylko w jego karierze, ale w całym świecie sportu. Ashe udowodnił, że talent nie pyta o kolor skóry. Amerykanin dotarł na szczyt, ale jego prawdziwe osiągnięcie to otwarcie drzwi dla przyszłych pokoleń czarnoskórych sportowców.

– Nigdy nie zapomnę, jak Ronald Charity zabrał mnie i Sterlinga Clarka do Byrd Park, żeby zapisać nas na miejski turniej – opowiadał. – To właśnie Ron nauczył mnie grać w tenisa. Ale jako czarnoskóry student, który uczęszczał na Virginia Union University, Ron dobrze wiedział, że Byrd Park jest zamknięty dla czarnych – nawet jeśli chodzi o turnieje. Chciał jednak sprawdzić, czy Sam Woods choć trochę nagiąłby zasady i pozwolił nam zagrać. Sam przez długi czas był w Richmond tzw. „panem od tenisa”. Ale kiedy Ron zapytał, czy możemy się zgłosić, Sam powiedział: „Przykro mi, ale nie mogę was dopuścić do gry”. „Dlaczego nie?”, Ron nie odpuszczał. Sam wstydził się na nas spojrzeć. „To jeszcze nie ten czas”, odparł. „Nie mogę złamać zasad, jakie teraz obowiązują”.

Przełamana bariera

Tenis w tamtych czasach był sportem zdominowanym przez białych zawodników i elity społeczne. Ashe musiał nieustannie walczyć z uprzedzeniami rasowymi zarówno na korcie, jak i poza nim. Jego sukcesy były dowodem na to, że talent i determinacja mogą pokonać nawet najtrudniejsze przeszkody i stanowiły ogromny krok naprzód dla całej społeczności afroamerykańskiej.

– Tenisa nie da się porównać z baseballem, koszykówką czy futbolem amerykańskim – tłumaczył. – Kiedy Jackie Robinson przełamał barierę rasową w 1947 roku, grając dla Brooklyn Dodgers, w ligach Negro czekały dziesiątki świetnych zawodników gotowych pójść w jego ślady. W przypadku Althei Gibson, która była pierwszą czarnoskórą tenisistką na takim poziomie i zdobyła krajowe tytuły na trawie w Forest Hills w 1957 i 1958 roku, nie było rezerwuaru czarnoskórych talentów, które tylko czekały, żeby wejść na kort, jeśli ktoś uchyli drzwi.

Głos walki o równość

Poza kortem Arthur Ashe stał się aktywistą. Jego działalność obejmowała walkę o prawa obywatelskie, ekonomiczne wyzwolenie, sprzeciw wobec apartheidu w RPA oraz podnoszenie świadomości na temat AIDS. Wykorzystał swoją sławę do promowania sprawiedliwości społecznej i stał się głosem tych, którzy nie mogli się sami bronić.

Legendarny tenisista był świadomy swojej roli jako wzoru do naśladowania. Spokojnym i uprzejmym zachowaniem na korcie dawał przykład młodszym zawodnikom, a jego zaangażowanie w sprawy społeczne pokazywało, że sportowiec może i powinien mieć wpływ na otaczający go świat.

– Bywały chwile, kiedy palił mnie wstyd, że nie stałem ramię w ramię z czarnymi – i białymi – którzy przeciwstawiali się armatkom wodnym i policyjnym psom – zwierzał się. – Ale gdybym przestał grać, kto by za mną tęsknił? Ludzie nie słuchają przegranych. Swoje protesty mogę wyrazić, wygrywając.

Arthur Ashe 1975 Wimbledon

Triumfy i cena sławy

Ashe słynął z taktycznej gry z głębi kortu i precyzyjnego serwisu, co pozwalało mu przez lata utrzymywać się w światowej czołówce rankingu. W ciągu swojej kariery zdobył jeszcze dwa tytuły Wielkiego Szlema: Australian Open w 1970 roku i Wimbledon w 1975 roku. Jego triumfy na korcie były wynikiem nie tylko talentu, ale także ciężkiej pracy i niezłomnej woli walki.

Sał się też pierwszym czarnoskórym sportowcem, który podpisał lukratywne kontrakty sponsorskie. Złamał stereotyp, że takie umowy nie są opłacalne dla firm. Jego popularność zarówno wśród białych, jak i czarnoskórych konsumentów pomogła w otwarciu możliwości sponsoringu dla innych afroamerykańskich sportowców.

– Wokół tego, że byłem „pierwszym czarnoskórym”, zawsze robiło się dużo szumu… – mówił w wywiadzie dla „Johns Hopkins University Press”. – Takie komentarze zawsze wywierały na mnie presję, żebym musiał tłumaczyć swoje sukcesy przez pryzmat rasy – jakby sport był najważniejszym frontem walki o poprawę relacji rasowych w naszym kraju.

Wiara w lepszy świat

Problemy z sercem zmusiły Ashe’a do zakończenia kariery zawodniczej wcześniej, niż planował. Zamiast ciszy wybrał jednak jeszcze donośniejszy głos. Walczył o lepsze warunki edukacyjne i zatrudnieniowe dla młodzieży z ubogich dzielnic oraz przeciwstawiał się apartheidowi w RPA. Jego działania na rzecz sprawiedliwości społecznej były szeroko zakrojone i obejmowały wsparcie dla równości płci oraz uczciwego traktowania uchodźców z Haiti.

– Na ile moja krucjata przeciwko apartheidowi była próbą zrekompensowania sobie tego, że dekadę czy więcej wcześniej byłem stosunkowo bierny podczas walki o prawa obywatelskie? Kiedy krew lała się strumieniami na ulicach Birmingham, Memphis i Biloxi, ja grałem w tenisa – rozliczał się sam ze sobą w swojej książce pt. „Days of Grace”. – Ubrany w nieskazitelną biel, z elegancją odbijałem piłki na idealnie przygotowanych kortach w Kalifornii, Nowym Jorku i Europie. Tymczasem na Południu młodzi ludzie w moim wieku znosili ból i cierpienie, żeby czarni mogli uwolnić się od naszej amerykańskiej odmiany apartheidu.

Ashe był również zaangażowany w działalność na rzecz walki z AIDS. Po tym, jak zdiagnozowano u niego tę chorobę na skutek zakażenia krwi podczas transfuzji po operacji serca, poświęcił resztę swojego życia na podnoszenie świadomości na temat wirusa HIV. Był wzorem do naśladowania nie tylko dla młodych sportowców, ale także dla wszystkich, którzy walczą o sprawiedliwość społeczną.

– Nie boję się śmierci. Zawsze jest nadzieja – i trzeba żyć tak, jakby ona była, albo miała się pojawić – mówił, cytowany przez BBC. – Nadzieja nie powinna być samolubna. Dla mnie nadzieja jest taka: może nie znajdą lekarstwa na AIDS na czas dla mnie, ale na pewno znajdą je dla innych.

Arthur Ashe AIDS

Dziedzictwo, które nie zgaśnie

Arthur Ashe zmarł 6 lutego 1993 roku na skutek powikłań związanych z AIDS. Jego śmierć była ogromną stratą, ale jego dziedzictwo żyje dalej. Amerykanin był nie tylko wybitnym tenisistą, ale przede wszystkim człowiekiem, który wykorzystał swoją sławę do walki o lepszy świat.

Dziś, w czasach kiedy sportowcy coraz częściej angażują się w sprawy społeczne i polityczne, dziedzictwo Arthura Ashe’a jest bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Amerykanin był prekursorem tego trendu, pokazując że sportowiec może i powinien wykorzystywać swoją pozycję do promowania sprawiedliwości społecznej.

Foto: gettyimages.com

Ziemowit Ochapski

Warto przeczytać:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *