Retrospekcja: Pro Evolution Soccer 6

Ekran tytułowy gry Pro Evolution Soccer 6 z logo PES 6

Data publikacji: 11 maja 2026, ostatnia aktualizacja: 3 czerwca 2026.

Jesień 2006 roku. W wielu polskich domach telewizor kineskopowy świecił jeszcze długo po północy, a z głośników słychać było charakterystyczny dźwięk gwizdka sędziego i nerwowe okrzyki po kolejnej bramce Adriano z trzydziestu metrów. Pro Evolution Soccer 6 nie był po prostu kolejną grą piłkarską. Dla ogromnej części graczy stał się definicją wirtualnego futbolu. Gdy seria FIFA stawiała na licencje, fajerwerki i marketing, Konami stworzyło coś znacznie ważniejszego – tytuł, który sprawiał, że każda akcja dawała satysfakcję.

To była epoka offlinowych turniejów i niepisanych zasad typu „bez Adriano”. Epoka, w której człowiek potrafił zarwać noc tylko dlatego, że „jeszcze jeden meczyk w Master League”. I choć od premiery tej gry minęło już naprawdę wiele lat, multum fanów wirtualnego futbolu do dziś uważa, że żaden późniejszy symulator piłkarski nie zbliżył się do tego, co udało się osiągnąć ekipie Shingo „Seabassa” Takatsuki. Japończycy stworzyli coś więcej niż grę. Stworzyli wspomnienie całego pokolenia graczy.

Seabass kontra EA Sports – wojna o duszę piłki nożnej

W połowie lat 2000 rywalizacja pomiędzy seriami FIFA a PES to było starcie dwóch filozofii. EA Sports coraz mocniej szło w stronę widowiska, licencji i marketingu. Konami natomiast próbowało stworzyć coś, co po prostu miało dawać frajdę.

Ojcem tej filozofii był Shingo Takatsuka, znany w środowisku jako „Seabass”. Japończyk nie ukrywał, że dla niego najważniejszy był gameplay. Grafika? Oczywiście miała znaczenie. Licencje? Były mile widziane. Ale najważniejsze pozostawało to, co działo się po pierwszym gwizdku sędziego.

– FIFA ma znakomitą grafikę. Ale naszą najmocniejszą stroną jest gameplay. I jestem z tego dumny – mówił w wywiadzie dla „Gamersyde”.

To podejście było czuć od pierwszego rozegranego meczu. PES 6 nie próbował imponować efektami specjalnymi. Nie atakował gracza setkami animacji i błyszczącymi prezentacjami stadionów. Zamiast tego skupiał się na czymś znacznie trudniejszym – oddaniu rytmu prawdziwego spotkania. Piłka zachowywała się naturalnie, zawodnicy mieli wyraźnie różniące się style poruszania się, a każda akcja wydawała się efektem tzw. skilla, a nie ukrytych mechanizmów.

Co ciekawe, ogromny wpływ na ostateczny kształt PES 6 miały mistrzostwa świata w Niemczech w 2006 roku. Takatsuka wraz z zespołem obserwował mecze mundialu i analizował, jak naprawdę wygląda współczesny futbol. W efekcie Konami zaczęło zmieniać elementy rozgrywki, które wydawały się zbyt nierealistyczne.

Shingo "Seabass" Takatsuka podczas prezentacji Pro Evolution Soccer 6
Shingo „Seabass” Takatsuka to główny architekt sukcesu serii Pro Evolution Soccer i człowiek odpowiedzialnym za gameplay kultowego PES 6

– Podam trzy przykłady – mówił „Seabass” w jednym z wywiadów promujących PES 6 podczas targów Games Convention 2006. – Pierwszy to utrzymywanie się przy piłce. W poprzednich częściach – aż do PES 5 i Winning Eleven 10 (nazwa serii w Japonii, Azji Południowo-Wschodniej i USA – przyp. red.) – jeśli zasłaniałeś piłkę obrońcą, byłeś praktycznie nie do ruszenia, niezależnie od tego, jakim zawodnikiem grałeś. Po obejrzeniu mistrzostw świata uznaliśmy jednak, że to nie oddaje realiów futbolu. Dlatego w PES 6 dużo większe znaczenie ma siła fizyczna zawodnika. Nawet jeśli osłaniasz piłkę, silniejszy rywal może ci ją odebrać. Zmieniliśmy też tempo podań. Wcześniej gra była po prostu zbyt szybka dla wszystkich drużyn. Teraz słabsze zespoły rozgrywają akcje wolniej. Dla przykładu – Japonia nie powinna być w stanie co chwilę wymieniać błyskawicznych podań zakończonych strzałem, bo to zwyczajnie nie jest realistyczne. A w starszych odsłonach Pro Evolution Soccer i Winning Eleven takie sytuacje zdarzały się regularnie. Mundial mocno wpłynął na naszą decyzję, żeby to zmienić. Trzecia rzecz to ustawianie się obrońców. Po analizie mistrzostw świata doszliśmy do wniosku, że defensywa w prawdziwej piłce funkcjonuje inaczej niż w naszej grze, dlatego poprawiliśmy zachowanie defensorów i ich pozycjonowanie.

To właśnie dlatego PES 6 miał w sobie coś magicznego. W przeciwieństwie do wielu współczesnych gier mecze nie przypominały ping-ponga od pola karnego do pola karnego. Trzeba było budować akcje, cierpliwie rozciągać obronę i szukać miejsca na strzał. Każda strata bolała, a każda składna akcja dawała satysfakcję.

W tamtym okresie seria FIFA była często postrzegana jako gra bardziej casualowa – efektowna, ale mniej wymagająca. PES natomiast uchodził za „grę dla wtajemniczonych”. Jeśli ktoś naprawdę dobrze grał w PES-a, automatycznie budził respekt na osiedlu lub w akademiku.

Magia gameplayu PES 6

Trudno wytłumaczyć komuś młodszemu, dlaczego PES 6 był aż tak wyjątkowy. Przecież dziś gry piłkarskie mają fotorealistyczną grafikę, tysiące animacji i budżety większe niż niejeden film. Problem w tym, że bardzo często brakuje im tego jednego, najważniejszego elementu: grywalności. A Pro Evolution Soccer 6 miał jej wręcz absurdalnie dużo.

Już po kilku minutach było czuć, że piłka w tej grze naprawdę istnieje. Nie kleiła się do nóg zawodników jak magnes. Potrafiła odskoczyć po złym przyjęciu, nabrać dziwnej rotacji po strzale albo zwolnić na mokrej murawie. Każde podanie miało wagę. Każdy strzał wydawał się prawdziwy. Człowiek niemal czuł w dłoniach siłę uderzenia, gdy Adriano odpalał swoją słynną lewą nogę z trzydziestu metrów.

Największe wrażenie robiło to, jak różni byli od siebie piłkarze. Ronaldinho poruszał się miękko i lekko. Thierry Henry był zabójczo płynny w kontrach. Kaká przypominał bolid Formuły 1 sunący między liniami obrony. Roberto Carlos wyglądał, jakby został stworzony do łamania poprzeczek potężnymi bombami z dystansu.

Właśnie ta różnorodność sprawiała, że mecze żyły własnym rytmem. W FIFA tamtego okresu często można było znaleźć jeden skuteczny trik i eksploatować go bez końca. W PES 6 każda drużyna wymuszała trochę inny styl grania. AC Milan zachęcał do cierpliwego rozgrywania. FC Barcelona dawała swobodę technicznej zabawy. Inter Mediolan był brutalną maszyną do kontrataków i strzałów z dystansu.

Mecz Realu Madryt w Pro Evolution Soccer 6 podczas rozpoczęcia spotkania
PES 6 słynął z wyjątkowego feelingu rozgrywki, a mecze potrafiły dostarczać emocji porównywalnych z prawdziwym futbolem

Gra nie wybaczała też błędów tak łatwo jak współczesne produkcje. Źle ustawiony obrońca potrafił otworzyć rywalowi autostradę do bramki. Nieudany pressing kończył się kontrą. Człowiek naprawdę musiał myśleć podczas meczu. I właśnie dlatego zwycięstwa smakowały inaczej.

W PES 6 faule miały ciężar, starcia bark w bark wyglądały brutalnie, a tempo spotkań potrafiło nagle zwolnić. Paradoksalnie to właśnie nadawało rozgrywce autentyczności. W futbolu nie wszystko jest idealnie płynne i dynamiczne przez dziewięćdziesiąt minut. Produkcja Konami rozumiała to lepiej niż wiele późniejszych tytułów.

Ogromną rolę w budowaniu klimatu odgrywała też oprawa audio. Charakterystyczne menu i energetyczny soundtrack tworzyły atmosferę, którą wielu graczy pamięta do dziś. W Polsce szczególnie mocno zapisał się oficjalny komentarz Mateusza Borka i Romana Kołtonia, nagrany na zlecenie polskiego dystrybutora, czyli CD Projekt S.A. Dla całego pokolenia graczy głosy tej dwójki stały się częścią futbolowych wieczorów przy PES 6 równie mocno jak gole Adriano czy nocne sezony Master League.

Po latach gracze nadal wspominają tę odsłonę jak utracony ideał. W internetowych dyskusjach regularnie wracają historie o kanapowych turniejach, pamiętnych golach i kultowych zawodnikach. Dla wielu osób PES 6 pozostaje punktem odniesienia, do którego porównuje się każdą kolejną grę piłkarską.

Adriano w PES 6 był potworem

Dziś internet pełen jest rankingów najbardziej OP zawodników w historii serii. I praktycznie każdy z nich zaczyna się od jednego nazwiska: Adriano.

Jeśli ktoś podczas kanapowej rozgrywki w PES 6 wybierał Inter Mediolan, od razu pojawiały się protesty: „bez Adriano”, „weź kogoś normalnego”, „daj spokój, nie graj Interem”. Brazylijczyk był po prostu absurdalny. Potężny fizycznie, szybki, a do tego wyposażony w lewą nogę przypominającą armatę przeciwlotniczą. Wystarczył moment zawahania obrońcy i piłka po chwili wbijała się w okienko z prędkością pocisku.

Co najlepsze, właśnie to tworzyło klimat tej gry. Każdy wiedział, że Adriano jest przesadzony. Każdy znał jego „shot power 99”. A mimo to wszyscy dalej grali. Bo PES 6 nie był sterylnym tytułem e-sportowym projektowanym pod idealny balans. Był wirtualnym boiskiem, na którym funkcjonowały własne legendy, własne zasady i własne miejskie opowieści.

Statystyki Adriano w Pro Evolution Soccer 6 z legendarnym shot power 99
Adriano stał się symbolem PES 6 głównie dzięki absurdalnie mocnemu strzałowi i statusowi najbardziej OP zawodnika w historii serii

Inter z Adriano, Ibrahimoviciem i Stankoviciem był drużyną niemal kompletną. Brazylia z Ronaldinho, Kaką, Roberto Carlosem i… Adriano potrafiła zamieniać mecze w pokaz sztuczek i bomb z dystansu. Real Madryt dawał możliwość grania galaktycznym atakiem, a AC Milan wydawał się stworzony do cierpliwego rozbijania defensywy rywala.

W przeciwieństwie do współczesnych gier piłkarskich PES 6 nie próbował być idealnie sprawiedliwy. I właśnie dlatego wydawał się bardziej ludzki. W prawdziwym futbolu też istnieją zawodnicy, którzy potrafią sami wygrać mecz. PES 6 rozumiał tę romantyczną stronę piłki nożnej lepiej niż wiele późniejszych symulatorów.

Master League – tryb, przez który nie chodziło się spać

Dla wielu graczy prawdziwy PES 6 zaczynał się dopiero wtedy, gdy wyłączało się zwykły mecz towarzyski i uruchamiało Master League. To właśnie tam rodziły się największe historie, przyjaźnie z fikcyjnymi zawodnikami i sezony pamiętane latami. Człowiek siadał „na chwilę”, żeby rozegrać jeden mecz, a po chwili za oknem zaczynało świtać.

Master League w PES 6 była jednocześnie prosta i genialna. Bez dziesiątek zakładek, setek statystyk i przytłaczających ekranów zarządzania. Kilka tabel, transfery, terminarz i mecze. Tyle wystarczało, żeby kompletnie przepaść.

Najbardziej niezwykłe było jednak to, że Konami potrafiło sprawić, iż gracze emocjonalnie przywiązywali się do kompletnie fikcyjnych piłkarzy. Castolo, Minanda, Espimas, Ximelez czy Valeny stawali się częścią drużyny niczym prawdziwe klubowe legendy. Na początku byli irytująco słabi. Castolo nie trafiał do pustej bramki, obrońcy gubili krycie, a bramkarz potrafił przepuścić wszystko między nogami. Ale właśnie dlatego sukces smakował tak dobrze.

Każdy pamięta moment, gdy po kilku sezonach przeciętna drużyna zaczynała nagle dominować Europę. Znało się już każdy ruch swoich zawodników, wiedziało jak zachowa się Minanda przy kontrze i kiedy najlepiej zagrać prostopadłą piłkę do Castolo. To było trochę jak prowadzenie własnego klubu przez lata.

Ogromną rolę odgrywał też system transferowy. Nie był przesadnie rozbudowany, ale dawał gigantyczną satysfakcję. Sprowadzenie młodego Leo Messiego albo Cristiano Ronaldo wydawało się prawdziwym wydarzeniem. Zwłaszcza że w PES 6 rozwój piłkarzy naprawdę było czuć na boisku. Drużyna ewoluowała z sezonu na sezon.

Ekran rozwoju zawodnika w trybie Master League w Pro Evolution Soccer 6
Master League w PES 6 uzależniała prostotą i klimatem budowania drużyny od anonimowych piłkarzy do europejskiej potęgi

Master League miała również coś, czego często brakuje współczesnym trybom kariery: tempo. Nie trzeba było spędzać godzin w menu i analizować tysięcy parametrów. Po prostu się grało. Jeden mecz płynnie przechodził w drugi. „Jeszcze tylko do końca sezonu” było jednym z największych kłamstw tamtej epoki.

Dodatkowo PES 6 genialnie budował atmosferę awansu sportowego. Zaczynało się od anonimowych zawodników i „biednej” kadry, a kończyło na galaktycznej drużynie pełnej gwiazd. Problem polegał na tym, że po osiągnięciu wszystkiego często… zaczynało się od nowa. Bo sama droga była przyjemniejsza niż dotarcie na szczyt.

To właśnie Master League sprawiła, że PES 6 żył znacznie dłużej niż większość sportowych gier tamtych lat. Nawet gdy pojawiały się nowe odsłony, wielu graczy wracało właśnie do „szóstki”, bo tam kariera dawała coś trudnego do opisania: poczucie futbolowej przygody.

Do dziś internet pełen jest nostalgicznych wpisów ludzi wspominających swoje drużyny z Master League tak, jakby chodziło o prawdziwe kluby. I może właśnie w tym tkwił sekret PES 6 – ta gra potrafiła sprawić, że wirtualny futbol wydawał się autentyczny.

Man Blue, North London i London FC, czyli brak licencji

Z dzisiejszej perspektywy może wydawać się absurdalne, że gra z niepełnymi licencjami potrafiła wygrywać w oczach graczy z serią mającą niemal cały piłkarski świat na wyłączność. A jednak dokładnie tak wyglądała rzeczywistość w czasach PES 6.

Manchester City funkcjonował jako „Man Blue”, Arsenal był „North London”, a Chelsea jako „London FC” przypominała drużynę stworzoną przez generator. Bundesliga praktycznie nie istniała. Nazwiska części zawodników były przekręcone, herby klubów znacząco odbiegały od oryginałów, a stroje często trzeba było poprawiać samemu.

I co najdziwniejsze – nikomu to specjalnie nie przeszkadzało. Bo Pro Evolution Soccer 6 nadrabiał autentycznością tam, gdzie FIFA nadrabiała licencjami. Gdy zaczynał się mecz, człowiek po kilku minutach przestawał zwracać uwagę na nazwy drużyn. Liczyło się tylko to, co działo się na boisku.

Zresztą brak licencji stworzył gigantyczną kulturę fanowskiego moddingu. Internet pełen był fanowskich patchów i dodatków. W Polsce niemal obowiązkowym rytuałem było instalowanie łatki z prawdziwymi nazwami klubów, herbami i Ekstraklasą. To był trochę taki cyfrowy odpowiednik bazarowej kultury lat 90. Patchami wymieniało się w szkołach i na forach internetowych. Każdy znał kogoś, kto ma nową łatkę z polską ligą. Takie dodatki były robione amatorsko, ale czasami wręcz imponowały jakością. Dla wielu graczy właśnie community stało się częścią fenomenu PES-a.

Konami doskonale wiedziało, że przegrywa z EA Sports wyścig o licencje. Firma próbowała jednak rekompensować to czymś innym – możliwością personalizacji. Edytor w PES 6 był niezwykle rozbudowany jak na tamte czasy. Można było zmieniać stroje, nazwiska, herby, a nawet wygląd zawodników. W praktyce oznaczało to, że gracze sami kończyli pracę, której Konami nie mogło oficjalnie wykonać.

PES 6 na PlayStation 2, PC i Xbox 360 – trzy różne światy

Dziś większość gier wygląda niemal identycznie niezależnie od platformy. W czasach PES 6 sytuacja była zupełnie inna. Wersje na PlayStation 2, PC i Xboxa 360 potrafiły sprawiać wrażenie trzech osobnych gier. I właśnie dlatego do dziś wśród fanów trwają niekończące się dyskusje o tym, która była najlepsza.

Dla ogromnej części graczy prawdziwy PES 6 na zawsze pozostanie związany z PlayStation 2. To właśnie tam gameplay osiągnął niemal idealny balans płynności, tempa i fizyki. Mecze były dynamiczne, ale nie chaotyczne. Animacje miały charakterystyczną miękkość, a sterowanie wydawało się naturalnym przedłużeniem dłoni. Wielu fanów serii uważa wręcz, że właśnie wersja z PS2 była szczytem całej filozofii „Seabassa”.

PC dawał z kolei coś, czego nie oferowała tak łatwo żadna konsola: nieskończone możliwości moddingu. To tutaj narodziły się legendarne patche, fanowskie ligi i community, które przez lata utrzymywało PES 6 przy życiu. Można było zainstalować prawdziwe stroje, nowe murawy, przyśpiewki kibiców, a nawet całkowicie przebudowane ligi. W praktyce wielu graczy tworzyło własną, wymarzoną wersję wirtualnego futbolu.

PES 6 był też momentem największego rozwoju społeczności online wokół serii. Jak grzyby po deszczu wyrastały internetowe ligi, turnieje i serwisy zrzeszające fanów PES-a. Dla wielu graczy była to pierwsza piłkarska gra, w której rywalizacja wychodziła poza kanapę i osiedle. Mecze rozgrywało się przez sieć mimo technicznych kombinacji, problemów z połączeniem i opóźnień, ale właśnie to budowało klimat tamtej epoki.

Porównanie grafiki Lionela Messiego w PES 6 na PS2, PC i Xboxie 360
Wersje PES 6 na PS2, PC i Xboxa 360 różniły się grafiką oraz feelingiem rozgrywki, co do dziś jest tematem sporów wśród fanów serii

Najbardziej kontrowersyjna okazała się jednak wersja na Xboxa 360. Konami próbowało wtedy wejść w nową generację konsol i pokazać next-genowego PES-a. Gra wyglądała znacznie nowocześniej – modele zawodników były bardziej szczegółowe, stadiony bardziej efektowne, a animacje bogatsze. Problem polegał na tym, że wielu fanów uważało gameplay za wyraźnie gorszy od wersji z PS2.

PES 6 na Xboxie 360 stał się symbolem początku trudniejszego okresu dla całej serii. Konami próbowało gonić technologiczny wyścig z serią FIFA, ale momentami traciło to, co wcześniej było największą siłą PES-a – naturalność rozgrywki. Wielu graczy wspominało później, że właśnie wtedy seria zaczęła powoli oddalać się od swojego złotego okresu.

Paradoksalnie ograniczenia starszego sprzętu mogły działać na korzyść gry. PlayStation 2 wymuszało prostsze animacje i bardziej bezpośredni gameplay, dzięki czemu PES 6 zachował niesamowitą responsywność. W epoce, gdy branża coraz bardziej zachwycała się grafiką HD, Konami przypadkiem stworzyło jedną z najbardziej grywalnych piłek nożnych w historii właśnie na słabszym technologicznie sprzęcie.

Do dziś istnieją aktywne społeczności fanów grających w PES 6 online na PC, a niektórzy nadal organizują turnieje na starych konsolach PS2. To najlepiej pokazuje, jak niezwykłą żywotność miała ta gra. Większość sportowych produkcji starzeje się po roku. PES 6 dla wielu ludzi nigdy się nie zestarzał.

Ostatni wielki PES?

W historii gier sportowych rzadko zdarza się moment, w którym niemal całe środowisko mówi jednym głosem. A jednak właśnie tak przez lata traktowano PES 6. Dla jednych była to najlepsza odsłona serii. Dla innych – najlepsza gra piłkarska w historii. I co najciekawsze, ten status nie pojawił się od razu po premierze. On rósł z czasem.

Bo im bardziej rozwijały się kolejne generacje futbolowych gier, tym mocniej gracze zaczynali tęsknić za czymś, co PES 6 miał niemal naturalnie: czystą grywalnością.

Przejście branży do ery PlayStation 3 i Xboxa 360 okazało się dla Konami znacznie trudniejsze, niż wielu się spodziewało. Seria zaczęła gonić za technologią, nową grafiką i bardziej rozbudowanymi animacjami. Problem polegał na tym, że po drodze zaczęła gubić własną tożsamość. Gameplay stawał się cięższy, mniej responsywny i bardziej oskryptowany. To, co wcześniej wydawało się organiczne i spontaniczne, coraz częściej przypominało walkę z samą grą.

Fabio Cannavaro podczas akcji defensywnej w Pro Evolution Soccer 6
W PES 6 każdy wielki piłkarz miał własny styl poruszania się

Wielu fanów do dziś uważa, że PES 6 był ostatnim momentem pełnej równowagi pomiędzy realizmem a grywalnością. Piłka zachowywała się wiarygodnie, ale rozgrywka nadal dawała ogromną satysfakcję i swobodę. Człowiek miał poczucie kontroli nad meczem. Każda akcja wydawała się wynikiem decyzji gracza, a nie ukrytych algorytmów.

Symboliczne było też to, że sam PES zaczął później stopniowo tracić swoją pozycję. FIFA rosła w siłę marketingowo i licencyjnie, a Konami coraz trudniej było utrzymać dawną dominację. Ostatecznie seria przeszła ogromną transformację i zamieniła się w eFootball – projekt free-to-play, który dla wielu starszych fanów stał się symbolem utraty dawnej magii.

I może właśnie dlatego nostalgia za PES 6 jest dziś aż tak silna. To nie jest wyłącznie tęsknota za starą grą. To tęsknota za czasami, gdy seria wydawała się tworzona przede wszystkim z myślą o radości grania. Gdy liczył się gameplay, emocje i ten jeden idealny mecz rozegrany z kumplem siedzącym obok na kanapie.

Współczesne gry piłkarskie są większe, ładniejsze i bardziej rozbudowane. Ale dla ogromnej liczby graczy to właśnie PES 6 pozostaje tym jedynym momentem, gdy wirtualny futbol był najbliżej perfekcji.

Nieśmiertelna legenda

Dla ludzi spoza świata gier Pro Evolution Soccer 6 może wyglądać dziś jak kolejna stara piłka nożna z epoki PlayStation 2. Kilka kanciastych modeli zawodników, komentarz sprzed dwóch dekad i menu, które współczesny gracz uznałby za archaiczne. Problem w tym, że dla całego pokolenia ludzi PES 6 nigdy nie był po prostu grą.

To była część młodości. To były weekendy spędzane u kolegi z dwoma padami podłączonymi do konsoli. To były turnieje rozgrywane do trzeciej nad ranem, gdy wszyscy ledwo otwierali oczy, ale nikt nie chciał kończyć bez rewanżu. To były nerwy po straconej bramce w 89. minucie i niekontrolowana radość po golu zdobytym Adriano z absurdalnej odległości.

Nie chodziło o internetowy ranking, paczki kart czy codzienne wyzwania. Liczyły się emocje między ludźmi siedzącymi obok siebie. Śmiech po absurdalnym błędzie bramkarza. Kłótnie o to, czy gol był „fuksem”. Niepisane zasady typu „bez Adriano” albo „obowiązkowy rewanż”.

Ekran wyboru strojów przed meczem w Pro Evolution Soccer 6
Mimo ograniczonej liczby licencji PES 6 potrafił stworzyć wyjątkowy klimat piłkarskiego widowiska już na etapie przedmeczowego menu

I może właśnie dlatego wspomnienia związane z PES 6 są dziś tak mocne. Bo człowiek nie pamięta wyłącznie samej gry. Pamięta konkretnych ludzi, mieszkania, wakacje, szkołę, akademik czy stare kineskopowe telewizory. PES 6 stał się tłem dla mnóstwa prawdziwych historii.

Co ciekawe, mimo upływu lat gra wciąż żyje. Do dziś istnieją społeczności tworzące nowe patche, aktualizujące składy i organizujące turnieje. W internecie bez problemu można znaleźć ludzi, którzy nadal uważają PES 6 za najlepszą piłkę nożną w historii gier. I trudno im się dziwić.

Bo ta gra miała coś niezwykle trudnego do podrobienia: charakter. Nie była perfekcyjna. Miała dziwne animacje, momentami absurdalnie mocnych zawodników i ograniczenia technologiczne epoki PS2. Ale jednocześnie dawała coś, czego wiele współczesnych produkcji desperacko szuka od lat – autentyczną radość grania.

Dlatego dla wielu graczy Pro Evolution Soccer 6 pozostaje czymś więcej niż nostalgicznym wspomnieniem. To symbol czasów, gdy wirtualny futbol wydawał się prostszy, bardziej naturalny i zwyczajnie bardziej ludzki.

I być może właśnie dlatego, mimo upływu czasu, wciąż tak wiele osób potrafi bez zastanowienia wymienić pierwszy skład Interu z PES 6 albo zanucić dźwięki menu głównego tej gry.

Niektórych rzeczy po prostu się nie zapomina.

PES 6 – najważniejsze informacje

  • Premiera: 2006
  • Deweloper: Konami
  • Wydawca: Konami
  • Platformy: Windows PC, PlayStation 2, Xbox 360, PlayStation Portable, Nintendo DS
Ziemowit Ochapski

Warto przeczytać: