Muggsy Bogues. Kieszonkowy król NBA z Baltimore

Muggsy Bogues

Data publikacji: 16 maja 2025, ostatnia aktualizacja: 24 maja 2025.

Kiedy w 1987 roku Washington Bullets wybrali Muggsy’ego Boguesa z dwunastym numerem w drafcie, wielu kibiców złapało się za głowy. Mierzący zaledwie 160 cm zawodnik w zespole NBA brzmiał wówczas jak pomyłka. Nawet Spud Webb, który do tamtej pory uchodził za koszykarskiego mikrusa, był od niego o całe 8 centymetrów wyższy!

A jednak Muggsy rozwiał wszelkie wątpliwości, pokazując że do odniesienia sukcesu w koszykówce nie potrzeba warunków rodem z cyrkowego pokazu gigantów.

Na koszykarskich salonach

Tyrone Curtis Bogues, jak brzmią jego oficjalne personalia, przyszedł na świat 9 stycznia 1965 roku w Baltimore. Basket był dla niego nie tylko pasją, ale wręcz sposobem na ucieczkę od trudów codzienności. Kiedy usłyszał swoje nazwisko podczas ceremonii draftu, poczuł się tak, jakby ktoś zdjął z jego barków kilkutonowy ciężar. Dla młodego chłopaka z trudnej dzielnicy kontrakt w NBA stanowił spełnienie obietnicy, że nawet najbardziej nieprawdopodobna historia może stać się rzeczywistością.

– Miałem takie same marzenia jak każdy dzieciak, ale nie zdawałem sobie sprawy, jaką cenę trzeba za to zapłacić – opowiada w rozmowie z magazynem „Slam”. – Nie wiedziałem, że spotka mnie tyle negatywnych reakcji. Ludzie mówili, czego nie powinienem robić, czego nie dam rady osiągnąć. To zaczęło mnie naprawdę dotykać i przerodziło się w coś osobistego – w chęć udowodnienia im, że się mylą. Trzymałem się tego nastawienia. Wciąż wierzyłem. Jeśli grasz z najlepszymi i odnosisz z nimi sukcesy, to zasługujesz, by być w tym gronie. A tym, którzy we mnie nie wierzyli nie mówię: „A nie mówiłem”. Mówię raczej: „Dziękuję za inspirację”.

Muggsy, nazywany tak ze względu na podobieństwo do członka fikcyjnego gangu Bowery Boys, rozegrał w NBA 14 sezonów. Największą część zawodowej kariery – bo aż dekadę – spędził w Charlotte Hornets. Co prawda nie dostał nigdy powołania na Mecz Gwiazd, ale zyskał status jednego z najbardziej rozpoznawalnych zawodników lat dziewięćdziesiątych minionego wieku. Jego fotka z mierzącym 231 cm Manute Bolem krąży po sieci do dziś, a niebywała historia i błysk w oku tego kieszonkowego rozgrywającego sprawiły, że kibice pokochali go na zabój.

Muggsy Bogues i Manute Bol

Mały mistrz wielkiej gry

Muggsy był nie tylko znakomitym asystentem i dobrym obrońcą, ale też showmanem z niebywałą charyzmą. Został twarzą kultowej reklamy Sprite’a, a w filmie „Kosmiczny Mecz” pojawił się ramię w ramię z samym Michaelem Jordanem.

Bogues opanował do perfekcji sztukę panowania nad piłką. Zawsze wiedział komu podać i niemal nigdy nie popełniał błędów prowadzących do straty. A przecież przebić się w tłumie dwumetrowych kolegów to nie lada sztuka, zwłaszcza gdy samemu ma się metr sześćdziesiąt.

– Na parkiecie byłem przedłużeniem trenera i zawodnicy szanowali to, co mówiłem – nasze wspólne założenia i to, co musieliśmy robić – tłumaczy wywiadzie przeprowadzonym przez Adama Mendlera. – Mieli do mnie zaufanie, tak jak ja ufałem im, i to nas wzajemnie uzupełniało. Dokładnie wiedziałem, kiedy i w jaki sposób podać piłkę Alonzo Mourningowi. Nie wtedy, gdy stoi 5-6 metrów od kosza i musi wykonać 10 kozłów, żeby się tam dostać – bo to tylko mu przeszkadza. Trzeba mu było podać tak, żeby mógł zrobić 4-5 kozłów i od razu działać, wykorzystać swoje atuty. Tak samo z Dellem Currym – nie ma sensu podawać mu piłki, jeśli nie jest w zasięgu rzutu, a on miał taki zasięg, że praktycznie zaczynał się zaraz po przekroczeniu połowy. Wiedziałem, kiedy i gdzie mu zagrać. Znałem ich mocne i słabe strony, a oni wierzyli, że potrafię wykorzystać tę wiedzę w każdej sytuacji.

Muggsy podczas kariery w NBA notował średnio 7,7 punktu i 7,6 asysty. Przeżywał wzloty i upadki – w końcu 14 lat na zawodowym poziomie to kawał czasu. Walczył z kontuzjami, brakiem wiary ze strony ekspertów i presją kibiców, a mimo to nigdy nie porzucił marzeń. Chociaż nie zdobył mistrzowskiego pierścienia, stał się ulubieńcem fanów, ikoną popkultury i symbolem, że w życiu nie trzeba być wielkim wzrostem, by osiągać wielkie rzeczy.

Muggsy Bogues Charlotte Hornets

Legenda, której nikt nie przewidział

Najważniejszą pamiątką po karierze Muggsy’ego Boguesa jest to, że otworzył drzwi do marzeń niższym zawodnikom. Stephen Curry, obecnie jedna z twarzy NBA i wielokrotny mistrz z Golden State Warriors, wspomniał w przedmowie do jego biografii, że będąc dzieckiem wyczekiwał momentu, w którym dorośnie do… 160 cm. Skoro Muggsy mógł grać w najlepszej lidze świata, to dlaczego nie mógłby i on?

– Zawsze powtarzam, że są ludzie, którzy bujają w obłokach i są marzyciele – kontynuuje. – Ci pierwsi mówią: „Będę kimś. Zostanę lekarzem. Będę prawnikiem”. Ale potem patrzysz i widzisz, że nie robią nic. Żyją sobie z dnia na dzień. A ci drudzy – marzyciele – oni łączą wizję z pracą. Uczą się, trenują, rozwijają się w tym, co chcą robić. Niezależnie od branży czy celu, dają z siebie 150%, by spełnić swoje marzenie. I im bardziej są konsekwentni, dzień po dniu, tym bardziej zbliżają się do jego realizacji.

Czy kiedyś doczekamy się w NBA kolejnego aż tak niskiego zawodnika? Patrząc na to, jak zmienia się liga, można wierzyć, że w końcu znajdzie się taki śmiałek. Na razie jednak niezaprzeczalny „kieszonkowy król” to właśnie Muggsy Bogues – człowiek, który wbrew wszelkim przeciwnościom udowodnił, że można przebić się na szczyt, jeśli ma się wystarczająco dużo determinacji, talentu i pasji.

Foto: gettyimages.com

Ziemowit Ochapski

Warto przeczytać: