Spis treści
Data publikacji: 14 maja 2025, ostatnia aktualizacja: 17 maja 2025.
Jego wielką fanką była noblistka Wisława Szymborska, a legendarny Kazik Staszewski napisał o nim utwór, który stał się hitem. Andrzej Gołota nigdy nie wywalczył pasa mistrza świata, ale do dziś jest uważany za najlepszego polskiego pięściarza wagi ciężkiej wśród zawodowców.
Trudne dzieciństwo i brąz w Seulu
„Andrew”, jak go nazywają, urodził się 5 stycznia 1968 roku w Warszawie jako syn Andrzeja seniora i Bożenny. Jego rodzice rozwiedli się, gdy miał trzy lata. Z ojcem nie utrzymywał kontaktu, a matka niestety miała na głowie „ważniejsze” sprawy niż wychowywanie chłopca. W związku z tym Gołota zaliczył epizod w domu dziecka, skąd zabrało go wujostwo.
Na treningi pięściarstwa do Legii Warszawa trafił jako 13-latek po tym jak został pobity przez starszego kolegę. Jego trenerami byli kolejno: Tadeusz Branicki, Janusz Gortat i Czesław Ptak. W boksie amatorskim w wadze ciężkiej ma na koncie m.in. cztery tytuły mistrza Polski, srebrny medal mistrzostw świata juniorów 1985, brąz ME 1989 oraz brąz olimpijski z Seulu A.D. 1988.
– Zobaczyłem Andrzeja Gołotę już w trakcie igrzysk olimpijskich w Seulu i pomyślałem, że to grecki atleta – wspomina kabareciarz i pasjonat boksu Marcin Daniec w wywiadzie przeprowadzonym przez Przemysława Osiaka na potrzeby książki „Niepokonany w 28 walkach. Ćwierć wieku po bitwach Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowe’em”. – Świetny pięściarz z wyczuciem ringu. Bardzo żałowaliśmy z kolegami, że nie zdobył złotego medalu! Rozmawialiśmy jednak o tym, że jeśli przejdzie na zawodowstwo, zostanie niebywałym sportowcem.

Ucieczka do Stanów Zjednoczonych
Andrzej Gołota wychowywał się pod okiem babci i wujostwa, a w 1990 roku w niejasnych okolicznościach wyemigrował do USA. Wcześniej narozrabiał w restauracji „Zazamcze” we Włocławku, a prokuratur postawił mu zarzut rozboju z użyciem broni. Krążyły też plotki, że był jednym z ochroniarzy słynnego gangstera – Andrzeja „Pershinga” Kolikowskiego.
Za oceanem „Andrew” wcale jednak nie planował zostać zawodowym pięściarzem, a chciał podjąć pracę kierowcy ciężarówki. – Gdyby nie Bob O’Donnell, nigdy nie zostałby pięściarzem zawodowym, jestem o tym przekonany – mówi dziennikarz Przemysław Garczarczyk przepytywany przez Przemysława Osiaka. – Namawiał go do treningów, chodził za nim, dzwonił nawet do mnie. Facet nie miał w bokserskim świecie wielkich kontaktów, zajmował się dystrybucją maszyn do gier, które stawia się w barach. W ogóle kto wie, czy właśnie nie dlatego Andrzejowi chciało się z nim rozmawiać, bo interesowały go takie sprawy.
Bitwy z Riddickiem Bowe’em
Początki Gołoty na zawodowstwie były dość barwne. – W sali w Milwaukee Andrzej, medalista olimpijski, walczył jako trzeci od końca – wspomina Garczarczyk. – Główną atrakcją było napierdzielanie się jakiegoś gościa z facetem, którego równie dobrze mogli wyciągnąć z trybun. Gołota trzymał swojego przeciwnika w narożniku, żeby się nie przewrócił, bo wtedy dostałby mniej pieniędzy. Miał płacone pięćdziesiąt albo sto dolarów za rundę.
„Andrew” sławę w Polsce zyskał dopiero w 1996 roku po dwóch bitwach z potężnym Riddickiem Bowe’em. Wcześniej mówiło się i pisało o nim niewiele, a przeciętny kibic nie miał pojęcia, że brązowy medalista olimpijski z Seulu robi zawodową karierę za oceanem. Gołota oba te legendarne starcia przegrał przez dyskwalifikację za ciosy poniżej pasa zadawane w momentach, gdy wyraźnie prowadził z Amerykaninem na punkty.
– Końcówka okazała się jednak koszmarem, bo nagle Gołota zniszczył cały swój dorobek paroma całkowicie niezrozumiałymi ruchami – ocenia pierwsze starcie Polaka z „Big Daddym” Aleksander Kwaśniewski, prezydent RP w latach 1995-2005, a prywatnie miłośnik pięściarstwa. – Zadałem mu wtedy pytanie: „Panie Andrzeju, tak wspaniale pan walczył, co się stało?”. On taki trochę zakłopotany, górujący nade mną, wielkie chłopisko. Zacinając się, mówi: „No, sz-sz-szczerze m-mam powiedzieć, p-pa-panie prezydencie?”. „Szczerze, panie Andrzeju”. „No, wkurwił mnie”. Ja się roześmiałem, Gołota chyba nie. Ale jak później o tym pomyślałem, to doszedłem do wniosku, że powiedział mi najszczerszą prawdę. Motyw psychiczny tego zachowania zapewne płynął właśnie gdzieś stamtąd. Jakimś gestem, słowem albo w jeszcze inny sposób Bowe doprowadził go do tego rodzaju, nazwę to elegancko, irytacji, wskutek czego Gołota zachował się nieracjonalnie.

List żelazny
Andrzej Gołota z dnia na dzień stał się w Polsce gwiazdą, ale bał się odwiedzić ojczyznę z uwagi na ciążące na nim zarzuty za występek sprzed lat. W kuluarach mówi się, że wjazd do kraju bez ryzyka aresztowania i możliwość odpowiadania przed sądem z wolnej stopy umożliwił mu dopiero list żelazny, który na początku 1997 roku załatwił Aleksander Kwaśniewski. Ten jednak wszystkiemu zaprzecza.
– To jest bzdura, dlatego że to w ogóle nie jest kompetencja prezydenta, lecz sądu, który może to zrobić albo nie – tłumaczy Kwaśniewski w wywiadzie przeprowadzonym przez Przemysława Osiaka. – Sąd we Włocławku podjął taką decyzję, moim zdaniem słuszną, w sposób niezależny i suwerenny. Nie miałem z tym nic wspólnego, nie wpływałem też na bieg tej sprawy. Kompetencją głowy państwa jest na przykład ułaskawienie, które polega na tym, że osoba skazana wyrokiem prawomocnym może się zwrócić z takim wnioskiem do prezydenta, a ten może się do tej prośby przychylić. Wówczas ten człowiek nie odbywa kary lub jego nazwisko zostaje wymazane z rejestru skazanych. Ale to nie był przypadek Gołoty, bo on nigdy nie był skazany prawomocnym wyrokiem.
Wśród gigantów ringu
Forma, jaką „Andrew” zaprezentował w konfrontacjach z „Big Daddym”, otworzyła mu drzwi do kolejnych wielkich pojedynków. Polak cztery razy walczył o mistrzowskie pasy wagi ciężkiej czołowych federacji, kolejno z Lennoxem Lewisem (1997), Chrisem Byrdem (2004), Johnem Ruizem (2004) i Lamonem Brewsterem (2005). Żadnego z tych starć nie wygrał, a z Lewisem i Brewsterem poległ już w pierwszej rundzie, ale ci, którzy się na boksie znają, wiedzą że remis z Byrdem i porażka z Ruizem to werdykty wbrew temu, co działo się w ringu.
Ponadto w 2000 roku „Andrew” zmierzył się z samym Mikiem Tysonem. W walce tej zapisał się w historii głównie przez… słynną ucieczkę z ringu przed rozpoczęciem trzeciej rundy. Późniejsze wydarzenia były jednak jeszcze bardziej zaskakujące. „Bestia”, który pierwotnie walkę wygrał, został wkrótce zdyskwalifikowany za pozytywny test na obecność narkotyków, więc ostatecznie potyczkę uznano za nieodbytą.
Po nieudanych próbach szturmu na mistrzowski pas wagi ciężkiej Andrzej zanotował serię zwycięstw nad Jeremym Batesem (2007), Kevinem McBridem (2007) i Mikiem Mollo (2008). Doświadczony kontuzjami, zakończył ostatecznie przygodę z zawodowym boksem po porażkach z Rayem Austinem (2008), Tomaszem Adamkiem (2009) oraz Przemysławem Saletą (2013). Jego bilans walk zawodowych to 41 zwycięstw (33 przez nokaut), 9 porażek i 1 remis.
Choć Gołota nie zdobył żadnego z wymarzonych trofeów, to w CV miał konfrontacje z największymi tuzami swojego pokolenia: Riddickiem Bowe’em, Lennoxem Lewisem czy Mikiem Tysonem. Eksperci zgodnie podkreślają, że był on jednym z najlepszych ciężkich lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Obok takich legend, jak Evander Holyfield czy wspomniani Bowe i Lewis, potrafił toczyć zacięte boje, niejednokrotnie będąc o włos od triumfu.

Niekoronowany król
Dla wielu kibiców „Andrew” pozostaje postacią symboliczną – jako pierwszy Polak na zawodowych ringach wagi ciężkiej przecierał szlaki swym rodakom i pokazywał, że Biało-Czerwoni również mogą bić się z najlepszymi. Był pięściarzem niezwykle utalentowanym, ale i wybuchowym, co często okazywało się brzemienne w skutkach. Nie brakowało mu umiejętności bokserskich, jednak czasem zawodziła mentalność oraz dokuczał brak zimnej krwi i odpowiedniego wsparcia. W świecie boksu cieszył się szacunkiem wielu zawodników.
W późniejszych latach życia odbudował relacje z matką, ściągając ją do Stanów Zjednoczonych, a sam ułożył sobie życie w Chicago wraz z rodziną. Choć nigdy nie wszedł w posiadanie mistrzowskiego pasa, dzięki widowiskowym walkom i nieustępliwemu duchowi sportowej rywalizacji trafił do panteonu największych polskich bokserów. W swoim prime time miał wystarczający potencjał, by zwojować zawodowe ringi, a jego nazwisko nadal budzi wspomnienia emocjonalnych wojen z Riddickiem Bowe’em, niesławnego starcia z Mikiem Tysonem czy niedoszłych triumfów nad Chrisem Byrdem i Johnem Ruizem.
Dziś postać „Andrew” – człowieka z niełatwą przeszłością, medalisty olimpijskiego, który walczył z największymi tuzami – wzbudza mieszankę podziwu i nostalgii. Wielu fanów wciąż żałuje, że zabrakło chłodnej głowy w kluczowych momentach, a kontrowersje i życiowe zakręty często odsuwały Andrzeja Gołotę od upragnionego sukcesu. Mimo to jego osiągnięcia i niepowtarzalna charyzma zostaną z nami na zawsze. Miał w sobie coś, co czyniło go bohaterem na skalę światową – i za to polscy kibice go pokochali.
Foto: gettyimages.com
- Jana Novotná. Najpiękniejsze triumfy rodzą się z bólu - 15 listopada 2025
- Peter Prevc. Sportowiec, dla którego sukces to coś więcej niż medale - 10 listopada 2025
- Erik Gundersen. Mistrz, który nigdy się nie poddał - 8 listopada 2025



