Spis treści
Data publikacji: 13 lipca 2025, ostatnia aktualizacja: 16 lipca 2025.
Podczas Igrzysk Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku 14-letnia rumuńska gimnastyczka zadziwiła świat. Jej występ na poręczach trwał zaledwie 30 sekund, ale na zawsze zapisał się w historii sportu.
Pierwsza idealna „dziesiątka”
Po wszystkim tablica wyników pokazała „1.00”, co zaskoczyło zarówno publiczność, jak i samą Nadię Comăneci. Okazało się, że system nie był przystosowany do wyświetlenia oceny wyższej niż 9.99, a dziewczyna otrzymała pierwszą w historii igrzysk idealną „dziesiątkę”.
– Czułam, że dobrze wykonałam swój układ – wspomina w rozmowie z oficjalnym serwisem IO. – Nie zerkałam na tablicę wyników, gdyż myślałam, że dostanę 9.90 albo coś w tym stylu – co byłoby świetnym początkiem. Myślami byłam już przy równoważni, bo kiedy tylko pojawia się nota, włącza się muzyka i musimy maszerować do następnego przyrządu. Więc odłożyłam ten układ w głowie na bok i nie zwracałam uwagi na wynik, dopóki nie usłyszałam poruszenia na trybunach.
Ktoś powie: ale przecież na IO 1924 w Paryżu na pełną „dychę” zostało ocenionych wielu gimnastyków. No tak, ale w nieistniejących już konkurencjach, więc przed zmaganiami w Kanadzie wszyscy mówili, że nikt takiej oceny jeszcze nie dostał i raczej nie dostatnie.
– Rozejrzałam się, żeby zobaczyć, o co chodzi, i wtedy zauważyłam jakieś zamieszanie z tablicą wyników – opisuje tamte wydarzenia. – Nie rozumiałam, co się dzieje, ale pomyślałam: „Coś tu jest nie tak, więc skupię się po prostu na kolejnym ćwiczeniu”. Wtedy jedna z koleżanek z drużyny powiedziała: „Chyba dostałaś 10.00, albo coś jest nie tak z tablicą”. Wiedziałam jedno – na pewno nie mam 1.00, bo to byłoby zdecydowanie za mało. A 9.90 to przecież i tak świetny wynik.

Treningowe piekło
Nadia Comăneci, urodzona 12 listopada 1961 roku w Onești, już w wieku 6 lat przejawiała niezwykły talent gimnastyczny. Treningi w placówce, którą otworzył słynny Béla Károlyi, były niezwykle surowe, a dzieci często znajdowały się na skraju wytrzymałości. Trener miał nawet głodzić zawodniczki i stosować wobec nich przemoc fizyczną oraz psychiczną.
– Byłam biednym dzieckiem, córką mechanika i gospodyni domowej – opowiada w wywiadzie dla dziennika „Sloboden Peczat”. – Nigdy nie widziałam igrzysk olimpijskich, nawet w telewizji. Jakież było moje zdziwienie, gdy w wiosce olimpijskiej zdałam sobie sprawę, że wszystko jest za darmo! Nawet jedzenie: pizza, płatki śniadaniowe, ricotta, masło orzechowe… jakiego jeszcze nie widziałam. Jednak zespołowy lekarz cały czas pilnował mojej diety. Nawet kiedy szłam do łazienki, musiałam zostawiać otwarte drzwi, żeby przypadkiem nie napić się wody. Nie wiedziałam, że anoreksja istnieje, nazywałam to głodem.
Tajemnica sukcesu
W 1975 roku na mistrzostwach Europy w Skien Rumunka zdobyła cztery złote medale i jeden srebrny, co było zapowiedzią kolejnych wyczynów na światowych arenach.
– Pytano mnie: „Jak myślisz, co osiągniesz na igrzyskach?”. Odpowiadałam: „Nie wiem. Mam nadzieję, że zdobędę medal, najlepiej złoty” – wraca do dawnych czasów w wywiadzie dla olympics.com. – Nie było żadnych oczekiwań. Wiedziałam, że jestem dobra w tym, co robię, ale nie miałam pojęcia, jak wypadam na tle innych.
Podczas Igrzysk Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku Nadia Comăneci uzyskała aż siedem idealnych dziesiątek, pomagając rumuńskiej drużynie w zdobyciu srebrnego medalu w rywalizacji drużynowej. Indywidualnie sięgnęła po złote krążki na równoważni, poręczach oraz w wieloboju, a także po brąz w ćwiczeniach wolnych.
– Wszystkie musiałyśmy wykonać ten sam układ, zgodnie z podręcznikiem – tłumaczy specyfikę swojej dyscypliny. – Więc co właściwie znaczy być lepszą, skoro każda robi to samo? Zastanawiałam się, co mogę do tego dodać. Nazywam to dotykiem Nadii. Do każdego elementu dodawałam większą amplitudę, wszystko wyglądało jak w podręczniku, ale z czymś ekstra. To był mój własny akcent. Nawet nie myślałam o ocenie. Skupiałam się tylko na tym, żeby nie popełnić błędu, bo igrzyska są raz na cztery lata. Liczyło się tylko to, żeby przez tę minutę i dwadzieścia sekund dać z siebie wszystko. Tylko to miałam w głowie.

Synonim doskonałości
Po powrocie z Kanady sam Nicolae Ceaușescu chwalił Nadię publicznie i przyznawał jej rozmaite nagrody. Jednak dla dziewczyny uznanie wodza i luksusy miały drugorzędne znaczenie. Comăneci trenowała i uczęszczała do szkoły, a szarą codzienność przerywały jedynie momenty, gdy ludzie rozpoznawali ją z okładek gazet.
– Dostałam telefon z informacją, że Onești, małe miasteczko, w którym się urodziłam, ogłasza 18 lipca świętem publicznym – bo to właśnie tego dnia zdobyłam swoją pierwszą dziesiątkę – opowiada na łamach „The Telegraph”. – Od teraz, nawet kiedy mnie już nie będzie, ten dzień będzie przypominał historię małej dziewczynki, która robiła salta, a po kilku latach została najlepsza na świecie. To dla mnie ogromny zaszczyt.
Cztery lata później, podczas IO 1980 w Moskwie, okrzykniętych w jej kraju „pierwszymi w pełni komunistycznymi”, Rumunka dołożyła do swojej kolekcji złote medale na równoważni i w ćwiczeniach wolnych oraz srebrne w wieloboju indywidualnym i drużynowym. Wszystko to w dwa lata po załamaniu psychicznym z powodu zmiany trenera oraz zmieniającego się pod wpływem dojrzewania ciała, które nie ułatwiało już gimnastycznych popisów.
– Nie postrzegałam tego w kategoriach politycznych – zaznacza. – Dla mnie liczyło się tylko jedno: czy jestem wystarczająco dobrze przygotowana? Czy jestem wystarczająco dobra? Z zewnątrz mogło to wyglądać jak rywalizacja – bo taka zawsze istniała między Rumunią a Związkiem Radzieckim – ale ja myślałam tylko o tym, żeby wykonać swoje zadania lepiej niż ktokolwiek inny.
Jej nazwisko stało się synonimem doskonałości w gimnastyce. Nadia Comăneci do dziś pozostaje najmłodszą mistrzynią olimpijską w wieloboju, co jest obecnie niemożliwe do pobicia z powodu późniejszych zmian w regulaminie, który wymaga, aby gimnastyczki uczestniczące w igrzyskach miały rocznikowo co najmniej 16 lat.
Chociaż później inni gimnastycy również zdobywali perfekcyjne „dziesiątki”, zmiana systemu oceniania w 2006 roku sprawiła, że prawdopodobnie nigdy więcej nie zobaczymy już na igrzyskach olimpijskich idealnej „dychy”.

Ucieczka do USA
W 1989 roku, na krótko przed upadkiem reżimu Nicolae Ceaușescu, Nadia Comăneci uciekła z Rumunii. Wcześniej była ulubienicą dyktatora, ale nie popierała go. Obsesję na jej punkcie miał jednak syn satrapy, Nicu, który uczynił sobie z niej niewolnicę seksualną. Bił ją i gwałcił. Gdy odkrył jej romans z amerykańskim aktorem Stefanem Bianchim, zastraszył oboje, a będąca wtedy w ciąży Nadia poroniła.
– Nawet dziś, gdy wspominam tamte wydarzenia, łzy napływają mi do oczu – zwierza się w rozmowie z dziennikiem „Sloboden Peczat”. – Nikomu nie mówiłam, co się ze mną dzieje. Wiedzieli tylko mój brat i jego żona, którzy potajemnie przewieźli mnie na granicę z Węgrami. Bałam się, że moja mama umrze z rozpaczy, gdy się dowie, ale nie mogłam już dłużej żyć w tym kraju.
Legendarna gimnastyczka obecnie mieszka w USA, gdzie razem ze swoim mężem, byłym olimpijczykiem – Bartem Connerem, prowadzi akademię gimnastyczną. W 2006 roku została mamą i dziś często wraca do kraju, który rozsławiła, aby inspirować nowe pokolenia rumuńskich gimnastyków. Otworzyła tam własną salę GymNadia, mającą na celu odkrywanie kolejnych talentów.
Nadia Comăneci stała się symbolem tego, że sportowiec z Rumunii może osiągnąć najwyższy poziom. Jej sukcesy zainspirowały wielu, w tym tenisistkę Simonę Halep. Gdy ta wygrała Rolanda Garrosa w 2018 roku, jedną z pierwszych osób, które wyściskała, była właśnie ikona gimnastyki.
Foto: gettyimages.com
- Jana Novotná. Najpiękniejsze triumfy rodzą się z bólu - 15 listopada 2025
- Peter Prevc. Sportowiec, dla którego sukces to coś więcej niż medale - 10 listopada 2025
- Erik Gundersen. Mistrz, który nigdy się nie poddał - 8 listopada 2025



